Jestem w desperacji...
Tak, tego stanu nie sposób inaczej nazwać.
Minęły ferie, więc ostatnie dwa tygodnie powinnam zaliczyć do udanych. A jednak tak nie jest. I nie wiem dlaczego. Naprawdę nie wiem! Tak się starałam, żeby wszystko było dobrze.
Próżny trud, a żale daremne! Nie wyszło tak, jak tego chciałam.
Gdzie nie spojrzeć, tam luki, niejasności, po prostu niewiedza! Ściga mnie jak rozjuszony belfer- "nic nie umiesz, nic nie wiesz! Weź się do roboty! Masz mało czasu!"
A tu jeszcze "trzeba dać świadectwo"- ale to już własnemu człowieczeństwu, tak nakazuje Pan Cogito.
Czy ja jednak jestem człowiekiem myślącym? Czasami zdarza mi się powątpiewać! I to mocno.
Myślę, myślę... i coraz mnie mniej, nie więcej.
Może jednak to "dokądś" mnie zaprowadzi. Tylko dokąd? Czy "tam" może być "nigdzie"?
Idę na "Alicję w krainie czarów". Może to mi coś pomoże. Kto wie...
Sokrates wiedział, że taki wniosek może prowadzić do samopoznania.
No cóż,...
"Wiem, że nic nie wiem" Sokratesie.
poniedziałek, 1 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
63 dni to dużo dni :p
OdpowiedzUsuńDasz radę, jak my wszyscy zresztą xD
ale tu fajnie
OdpowiedzUsuń