piątek, 12 lutego 2010

80 dni...

Zbliżam się do tej przepaści maturalnej, za którą nie wiadomo, co się znajduje. Coraz intensywniej odczuwam brzemię matury rozszerzonej z języka polskiego. Jednak staram się wychodzić naprzód tym obawom, niczym wsþólne wyrażenie wyłączane przed nawias. Głowa pęka mi od Dusiołka, Pana Błyszczyńskiego i "Osoby na razie zwanej babcią".

Wieczorami tańczę Tango z Mrożkiem, natomiast weekendy spędzam u Ludzi bezdomnych Żeromskiego lub w Czarnolasie.

Moją codzienną bitwę z życiem rozpoczynam gorącą herbatą. Albo kawą. Nie, herbatą raczej. Herbatą? Nigdy nie wiem, jestem zbyt zaspana.

Słowa "Ważne, że potrafisz widzieć dobro..." po przekroczeniu progu szkoły wydają się tracić swój sens...

Do matury pozostało 80 dni, a ja zaraz idę na imprezę. Trzeba uczcić ferie!

1 komentarz: